poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 2 "What are you fucking doing?!"


PRZEPRASZAM, ŻE DODAJE ROZDZIAŁ TAK  PÓŹNO!
MIŁEGO CZYTANIA! ;*
-----------


-Woah!-Mols darła japę- Chce drinka!
-Effy…
-Co?- splunęłam gorzko. Ciągle tylko ‘Effy’ i ‘Effy’, a może jestem Bella, kurwa? Przypomnijcie… Po co ja je ze sobą brałam?
-Gdzie zostawimy walizki?- zapytała Cassie
-Za mną- mruknęłam i pokierowałam się w stronę baru- Hej!- krzyknęłam do barmana
-Tak?- zapytał z uśmiechem. Był seksowny!
-Mogłybyśmy zostawić tu nasze walizki, odbierzemy  je jak będziemy wychodzić
-Jasne.- powiedział i pokazałam nam gdzie mamy je zostawić
-Dziękuje i poproszę trzy najlepsze drinki.-powiedziała Cass. Po kilkunastu sekundach w naszych dłoniach znajdowały się napoje, jednak szybko zniknęły. Nie patrząc na dziewczyny ruszyłam na ‘parkiet’, co chwilę odchodząc po alkohol.
Zaczęłam kręcić z jakimś blondynem. Po pewnym czasie skończyliśmy w kiblu uprawiając dziki sex.
                                                                               *
-Powtórzymy to kiedyś?
-Twój czas dobiegł końca chłopczyku.- zapięłam ostatni guzik mojej koszuli i wyszłam z kabiny. Usiadłam przy barze i zamawiałam kolejne drinki i kieliszki czystej.
Po chwili jednak straciłam świadomość…
*Molly*
-Cassie, Cassie!
-Czego?- jęknęła dziewczyna sącząca jakąś kolorową ciecz.
-Załatwiłam nam nocleg! Ty podnoś swoją grubą dupę, a ja poszukam Eff!
-Przecież tam siedzi… A może śpi?- Yeah, faktycznie. Głowa Collins była na blacie baru, a wokół niej było pełno pustych kieliszków.
-Louis? Mógłbyś wziąć nasze walizki? Ja obudzę Effy. – mówiłam pokazując chłopakowi nasze walizki.
-Yep, wezmę. A waszą koleżankę, zaniesie Justin. Chyba dobrze się zabawiła i nie sądzę, żeby dała rade iść.
-Dzięki Lou- uśmiechnęłam się do bruneta.
                                                                              *
-Co do chuja?- jęknęłam rozglądając się po zupełnie obcym mi pokoju.- Uh, no nie…Znowu?  Z kim tym razem się przespałam?
-Tym razem to było zwykłe nocowanie, w zwykłym łóżku.-usłyszałam głos Molly, siedzącej na łóżku obok
-Gdzie jesteśmy? To po pierwsze, a po drugie… To gdzie jest kurwa Cass?- wykrztusiłam. Moja głowa pękała. Co oni mi dali, do chuja?
-Pieprzyła się z Niall’em czy jak mu tam…- to co powiedziała sprawiło, że zaczęłam się krztusić. Cassie?! Cassandra Alison Malone?! Ta dziewczynka biegająca w różowych spódniczkach, która rok temu nie wzięłaby do ust alkoholu?! Ile spałam kurwa?!
-Że jak?!
-Że tak…
-Molly, gdzie my jesteśmy, co?
-Wczoraj w klubie ja i Cassie poznałyśmy dwóch chłopaków.-mówiła jedząc pączka.
Czekaj…
Skąd ona go wzięła?
Zresztą nieważne…
-Gadałyśmy z nimi, a oni zaproponowali nam, żebyśmy zostały u nich na jakiś czas… Więc jesteśmy.
-A… cha? Czyli jesteśmy w domu dwójki obcych chłopaków tak?
-Nie! Jest ich trójka! Jest jeszcze Justin, jest całkiem przystojny i to on wczoraj wynosił twoją grubą dupę z klubu.
-Dzięki Mols.- powiedziałam z sarkazmem
-Nie ma za co!- wspominałam, że nie jest za bardzo bystra?- Ale wiesz co? Idź się lepiej umyć… - przynajmniej jest szczera.
-Tak. Tak właśnie zrobię…
Wzięłam swój ręcznik, wygrzebałam jakieś ciuchy i poszłam do ‘naszej’ łazienki.
                                                                                *
Razem z Cook wyszłyśmy z pokoju i pokierowałyśmy się na dół.
W salonie stała moja druga przyjaciółka wpychająca język do gardła jakiegoś blondyna. Dziewczyna stała w samych majtkach, a chłopak był nagi. Fuu!!
Popatrzyłam na Molly. Jej nogi chyba wrosły w ziemie… Odchrząknęłam głośno, a jakże urocza ‘parka’ odkleiła się od siebie i popatrzyła w naszą stronę.
-Em… Hej Ef, hej Mols. Erm, to jest Niall.
-Hi. –powiedział z akcentem blondyn i wystawił dłoń w moją stronę. Daje głowę, że nie był stąd. Delikatnie ujęłam ją, nic nie mówiąc, tylko przyglądałam mu się.
Taka byłam. Nie lubiłam dużo mówić. Chyba, że byli to moi przyjaciele.
Nie, nie byłam nieśmiała, po prostu gadanie to wysiłek. Ach! No i nie widzę w tym większego sensu, skoro mogę rozgryźć ludzi bacznie ich obserwując. Prawda?
-Ubierz się, dziwko.-powiedziałam monotonnie  w stronę Cassie.
Zmroziła mnie tylko wzrokiem i ciągnąc za sobą chłopaka weszli na górę.
-Chcesz coś na śniadanie? W sumie to nie masz wyboru. Chłopcy zrobili tosty.- nadawała ciągnąc mnie za sobą w stronę kuchni.
                                                                                    *
Po skończonym śniadaniu przeszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na wielkiej kanapie. Cook włączyła telewizor. Oczywiście nie długo miałyśmy spokój, bo do pokoju wparowało dwóch chłopaków.
- I wtedy on rzucił się na Dan’a, a j… Ooooo, hej! Patrzcie kto się obudził!
-Hej Lou!- zaćwierkała radośnie moja przyjaciółka.
Zapytam ponownie…
.
.
.
ILE KURWA PRZESPAŁAM?!?!?!
-Hej jestem Louis, a to Justin.- nadawał. Dokładnie jak Molly.
-Effy.- wyciągnęłam rękę w stronę chłopców.
-Powinnaś przytyć Effy, jesteś bardzo chuda.- powiedział… Czekaj, to był chyba Justin. No tak, to on musiał wczoraj nieść ‘moje grube dupsko’.
-Dzięki, ale wole być szczupła, niż turlać się po ziemi jak kula do kręgli.- posłałam w jego stronę sztuczny uśmiech. Chłopcy dosiedli się obok nas i zaczęli prowadzić rozmowę z Mols. Nie słuchałam ich i nie udzielałam się, bo jak już wspominałam: nie lubię gadać.
-Oprowadzić Cię po domu?-usłyszałam szept nad moim uchem.
-Jasne. Czemu nie…
                                                                                      *
-No i na koniec mój pokój.-weszliśmy do dość sporego po mieszczenia, a mi w oczy rzuciło się ogromne akwarium. Zaraz przy nim byłam i zaczęłam oglądać rybki. Ciekawe czy Tony nakarmił moje…?
-Czym je karmisz?-spoglądnęłam na Justina, który w tym momencie lustrował mnie od góry do dołu.
-Tam.-wskazał na opakowanie z karmą przeznaczoną dla stworzonek- Zobacz. A co… coś nie tak?
-Ja moje rybki karmię lepiej.-wyciągnęłam z kieszeni opakowanie jakiś tabletek. Lubiłam tabletki. Jadłam je codziennie. Mów co chcesz… Wiem, że jestem dziwna. Wciągnęłam jedną z opakowania i wrzuciłam do akwarium. Te chyba lekko pobudzają.
-Co ty kurwa robisz?!-pisnął chłopak
-Karmie je lepiej od Ciebie. Patrz i zobacz, jak twoje rybki dostają kręćka.- posłałam mu szyderczy uśmiech.


-------------
Mam nadzieję, że się spodobało;)
Rozdział NIE ZOSTAŁ SPRAWDZONY!

Czytasz=komentujesz ;)))

niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1 "We going to New York!"


Effy P.O.V
-Wychodzę! -krzyknęłam
-Gdzie się wybierasz, młoda damo?!-usłyszałam krzyk mojej mamy
-Na imprezę.-mruknęłam podirytowna. Codziennie to samo.
-Nigdzie nie idziesz.- powiedziała ‘stanowczo’
-Bo…?
-Bo jestem twoją matką i dopóki żyjesz pod moim dachem to ja o tym decyduje.
-To może się wyprowadzę, hmm?- i nie czekając na odpowiedź, wyminęłam ją. Wbiegłam na górę, a w mojej głowie był już plan. Nie miałam zamiaru znów się z nią kłócić. Spakowałam kilka ciuchów do walizki, rzeczy jak laptop, ładowarka, kosmetyki, kartę kredytową i inne oszczędności, które swoją drogą były dość spore.
Napisałam sms-a d Cassie:
Do: Cass<3
Yo, stara! Mogłabym u Ciebie trochę ‘pomieszkać’? xx
Wzięłam plecak i tam również zapakowałam kilka rzeczy. Po chwili usłyszałam charakterystyczny dźwięk przychodzącej widomości.
Od: Cass<3
Yep! Ale co się stało?
Do: Cass<3
Powiem Ci później. Do zobaczenia!
Skończyłam pisać, schowałam telefon do kieszeni i bezgłośnie zeszłam na dół. Nie chciałam natknąć się na matkę. Od razu powiem, że nie wiem gdzie mój ojciec. Zostawił nas i mamę kiedy miałam 5 lat. Przynajmniej wspomaga nas finansowo….
Odganiając od siebie te myśli zaczęłam iść w stronę głównej drogi. Będąc na jej poboczu próbowałam złapać stopa, jednak nikt się nie zatrzymał. Siadłam na ‘chodniku’ i wyciągnęłam paczkę papierosów z kieszeni. Odpaliłam go i zaciągnęłam się, by po chwili wypuścić idealne kółeczka dymu i z zamkniętymi oczami delektować się smakiem. Po chwili jednak usłyszałam jak obok mnie zatrzymuje się auto, i usłyszałam męski głos. Natychmiast otworzyłam oczy.
-Podwieźć cię gdzieś, mała?-natychmiast podniosłam się i wywaliłam peta, przydeptując go.
-Mógłbyś?
-Jasne, wskakuj.- na tylne siedzenia wrzuciłam moją torbę i szybko wsiadłam do przodu.- Gdzie jedziemy?
-Obrzeża Calabasas, proszę. Poprowadzę. –powiedziałam i zaczęłam mówić mu gdzie ma jechać.
-Już się robi.- powiedział blondyn. W samochodzie panowała dość niezręczna cisza dopóki chłopak jej nie przerwał. Dzięki Ci Panie!- Dasz mi swój numer?
-Tak.-  wzięłam telefon, który wystawił w moją stronę i zapisałam numer pod nazwą ‘Eff<3’. Pokazałam mu to, bo w końcu tacy chłopcy jak on mają tysiące numerów jakiś dziewczyn. Co z tego, że nie znałam jego imienia…?! Reszta drogi przebiegła w ponownym milczeniu. Wysiadając obok domu rzuciłam ciche ‘dziękuje’ i wysiliłam się na uśmiech. Zgarnęłam walizkę i pukając weszłam do domu Cassie.
-Heeej suko!- w drzwiach pojawiła się brunetka, która po chwili przytuliła mne.
-Cześć…
-No to opowiadaj co się stało-mówiła wchodząc po schodach do góry.
-Matka.-mruknęłam cicho
-Znowu Effy?- jęknęła- O co tym razem?
-Jak myślisz? O imprezy, kurwa! Imprezy…
-To się zaczyna robić nudne!
-Wiem Cassie, ale mam pomysł!- uśmiechnęłam się
-Słucham…-mruknęła
-Jedziemy do Nowego Jorku!-krzyknęłam podtrzymując ją chwilę w niepewności
-Co?!- pisnęła-Jak to?!
-Zbieraj szmaty i jedziemy podbijać NY! Dzwonie do Molly.-powiedziałam szybko
-Nie jestem pewna, ale wierzę, że będzie dobrze.
-Jasne, że będzie!
Wybrałam numer Mols i czekałam aż odbierze.
-Heej Effy!-zaćwierkała
-Hej Mols, zbieraj szmaty, bierz wszystkie pieniądze jakie masz i spotykamy się za godzinę na lotnisku.
Co? Eff..-jęknęła- Co znowu wymyślasz?
-Ty, ja, Cass. Za godzinę. Lotnisko. Nie mów nikomu gdzie jedziesz, wymknij się czy coś. Jasne?- i nie czekając na jej odpowiedź zakończyłam połączenie.
                                                                              *
-Heeej Mols!-wydarłyśmy się z Cass.
-Uhh, cześć! A teraz mów! Co do cholery wymyśliłaś?! Cassie…Co jej odwaliło?
-Jedziemy do lepszego życia.-powiedziałam i wymijając dziewczyny podeszłam do okienka zapytać o bilety. Lalka siedząca za szybą powiedziała mi gdzie mamy się udać, więc tak zrobiłam. Dziewczyny ciągnęły się za mną. Molly obgryzała paznokcie, a Cassie nuciła coś pod nosem. Mówiąc skrótem: wszystko jest okej. Jesteśmy pojebane. W okienku, do którego pokierowała mnie lala, siedział jakiś starszy kolo. Po około 15 minutach w moich rękach były trzy bilety prowadzące do lepszego świata.
*w samolocie*
-Tracę wiarę w ludzkość…-mruknęłam
-Czemu?-wypytywała Mols
-W gaciach i walizce mam kilka woreczków prochów, a oni tego nie zauważyli.-szepnęłam i zachichotałam razem z Cass, natomiast Mols miała przerażoną minę.
-Co?!-pisnęła. Jak ja tego nienawidzę.
-Właśnie to. W Nowym Jorku trochę zarobię… Znowu.
-Effy!-jęknął ktoś. Molly.- Nie lepiej po prostu zatrudnić się w kawiarni czy coś?
-Nie… W kawiarni tyle nie zarobię, a teraz przepraszam, ale idę spać. Papa!
Wyciągnęłam z mojej torby słuchawki i puściłam piosenkę Chris’a Brown’a –Fine China. Po chwili zapadłam w głęboki sen.
                                                                              *
-Effy, Effy!-usłyszałam irytujący głos Cassie.
-Cooo?-wyjąkałam ledwo przytomna.
-Wstawaj! Zaraz lądujemy!-wtrąciła Mols
-Oh, już…-podniosłam się i popatrzyłam w górę. Kontrolka mówiąca o potrzebie zapięcia pasów zaświeciła się, więc zrobiłam to.
Po jakiś 20 minutach byliśmy na płycie lotniska cholernie oświetlonego Nowego Jorku. Po wyjściu z samolotu, odebraniu walizek wyszłyśmy przed ogromny budynek.
-Cholera!-wydarła się Molly i przytuliła mnie-Dziękuję Effy! Dziękuję, dziękuję,dziękuję!
-Tak, tak Mols. Nie podniecaj się!-wcięła się Cassie-Tylko co teraz.
-Teraz jedziemy do najbliższego Starbucks’a.-powiedziałam podchodząc do najbliższej zatrzymującej się taxówki.
                                                                               *
-Mmm…-jęknęła z rozkoszy Cassie-Kocham Caffè Latte.
-Tak, ja też.-powiedziała Molly i zanim zdążyłam coś wtrącić znów zaczęła mówić- No wieć… Effy?
-Och, no tak! Teraz jedziemy do klubu…
-Co?-zapytały obie.
-No tak. Podnosić dupy i idziemy.- puściłam im oczko i zaczęłam się podnosić…


------------------------
Heeej! No i mamy pierwszy rozdział! Jak widać, chłopców jeszcze nie ma, ale pojawią się wkrótce! :) Rozdział... Pisany na szybko i nie sprawdzony...
I jak wrażenia? :) @Majunia3000

CZYTASZ=KOMENTUJESZ;*

piątek, 13 września 2013

Prolog.


                    

                                Ona jest pozbawiona emocji. On jest pozbawiony uczuć.
                                             Ona udaje twardą. On udaje silnego
                                             Jej imię to Effy.  Jego imię to Justin.
                                             Oboje mieli ciężkie dzieciństwo.
                                             Oboje mają ciężkie życie.
                                             Oboje tracą ludzi, których kochają.

                     Jednak mają siebie…
                                                      …ale tego nie dostrzegają.

    

             Co się stanie jeśli dziewczyna z zimnym sercem i chłopak bez uczyć POCZUJĄ coś do siebie?
  Życie stawia na ich drodze różne przeszkody, ich życie jest 1000 razy trudniejsze od życia przeciętnych nastolatków.
Ale sami to wybrali…
                                 … i sami to pokanają.


Chcesz poznać losy szóstki zagubionych nastolatków? Przeczytaj bloga SCARY.

Heeej! Tu Majka, jestem autorką tego jakże „oryginalnego” opowiadania.:)  Rozdziały będą pojawiać się tak szybko jak będę mogła, jestem w pierwszej gimnazjum więc zrozumcie.
Nie umiem pisać prologu, ale mam nadzieję, że się spodobało i nie jest tak źle...:D
          Jeśli przeczytałeś pozostaw po sobie komentarz!:)
                                    Dziękuje! Do następnego!

Masz pytanie? Mój twitter-> @Majunia3000