Effy P.O.V
-Wychodzę! -krzyknęłam
-Gdzie się wybierasz, młoda damo?!-usłyszałam krzyk mojej
mamy
-Na imprezę.-mruknęłam podirytowna. Codziennie to samo.
-Nigdzie nie idziesz.- powiedziała ‘stanowczo’
-Bo…?
-Bo jestem twoją matką i dopóki żyjesz pod moim dachem to ja
o tym decyduje.
-To może się wyprowadzę, hmm?- i nie czekając na odpowiedź,
wyminęłam ją. Wbiegłam na górę, a w mojej głowie był już plan. Nie miałam
zamiaru znów się z nią kłócić. Spakowałam kilka ciuchów do walizki, rzeczy jak
laptop, ładowarka, kosmetyki, kartę kredytową i inne oszczędności, które swoją
drogą były dość spore.
Napisałam sms-a d Cassie:
Do: Cass<3
Yo, stara! Mogłabym u Ciebie trochę ‘pomieszkać’? xx
Wzięłam plecak i tam również zapakowałam kilka rzeczy. Po
chwili usłyszałam charakterystyczny dźwięk przychodzącej widomości.
Od: Cass<3
Yep! Ale co się stało?
Do: Cass<3
Powiem Ci później. Do zobaczenia!
Skończyłam pisać, schowałam telefon do kieszeni i bezgłośnie
zeszłam na dół. Nie chciałam natknąć się na matkę. Od razu powiem, że nie wiem
gdzie mój ojciec. Zostawił nas i mamę kiedy miałam 5 lat. Przynajmniej wspomaga
nas finansowo….
Odganiając od siebie te myśli zaczęłam iść w stronę głównej
drogi. Będąc na jej poboczu próbowałam złapać stopa, jednak nikt się nie
zatrzymał. Siadłam na ‘chodniku’ i wyciągnęłam paczkę papierosów z kieszeni.
Odpaliłam go i zaciągnęłam się, by po chwili wypuścić idealne kółeczka dymu i z
zamkniętymi oczami delektować się smakiem. Po chwili jednak usłyszałam jak obok
mnie zatrzymuje się auto, i usłyszałam męski głos. Natychmiast otworzyłam oczy.
-Podwieźć cię gdzieś, mała?-natychmiast podniosłam się i
wywaliłam peta, przydeptując go.
-Mógłbyś?
-Jasne, wskakuj.- na tylne siedzenia wrzuciłam moją torbę i
szybko wsiadłam do przodu.- Gdzie jedziemy?
-Obrzeża Calabasas, proszę. Poprowadzę. –powiedziałam i
zaczęłam mówić mu gdzie ma jechać.
-Już się robi.- powiedział blondyn. W samochodzie panowała
dość niezręczna cisza dopóki chłopak jej nie przerwał. Dzięki Ci Panie!- Dasz
mi swój numer?
-Tak.- wzięłam telefon,
który wystawił w moją stronę i zapisałam numer pod nazwą ‘Eff<3’. Pokazałam
mu to, bo w końcu tacy chłopcy jak on mają tysiące numerów jakiś dziewczyn. Co
z tego, że nie znałam jego imienia…?! Reszta drogi przebiegła w ponownym
milczeniu. Wysiadając obok domu rzuciłam ciche ‘dziękuje’ i wysiliłam się na
uśmiech. Zgarnęłam walizkę i pukając weszłam do domu Cassie.
-Heeej suko!- w drzwiach pojawiła się brunetka, która po
chwili przytuliła mne.
-Cześć…
-No to opowiadaj co się stało-mówiła wchodząc po schodach do
góry.
-Matka.-mruknęłam cicho
-Znowu Effy?- jęknęła- O co tym razem?
-Jak myślisz? O imprezy, kurwa! Imprezy…
-To się zaczyna robić nudne!
-Wiem Cassie, ale mam pomysł!- uśmiechnęłam się
-Słucham…-mruknęła
-Jedziemy do Nowego Jorku!-krzyknęłam podtrzymując ją chwilę
w niepewności
-Co?!- pisnęła-Jak to?!
-Zbieraj szmaty i jedziemy podbijać NY! Dzwonie do
Molly.-powiedziałam szybko
-Nie jestem pewna, ale wierzę, że będzie dobrze.
-Jasne, że będzie!
Wybrałam numer Mols i czekałam aż odbierze.
-Heej Effy!-zaćwierkała
-Hej Mols, zbieraj szmaty, bierz wszystkie pieniądze jakie
masz i spotykamy się za godzinę na lotnisku.
Co? Eff..-jęknęła- Co znowu wymyślasz?
-Ty, ja, Cass. Za godzinę. Lotnisko. Nie mów nikomu gdzie
jedziesz, wymknij się czy coś. Jasne?- i nie czekając na jej odpowiedź
zakończyłam połączenie.
*
-Heeej Mols!-wydarłyśmy się z Cass.
-Uhh, cześć! A teraz mów! Co do cholery wymyśliłaś?!
Cassie…Co jej odwaliło?
-Jedziemy do lepszego życia.-powiedziałam i wymijając
dziewczyny podeszłam do okienka zapytać o bilety. Lalka siedząca za szybą
powiedziała mi gdzie mamy się udać, więc tak zrobiłam. Dziewczyny ciągnęły się
za mną. Molly obgryzała paznokcie, a Cassie nuciła coś pod nosem. Mówiąc
skrótem: wszystko jest okej. Jesteśmy pojebane. W okienku, do którego
pokierowała mnie lala, siedział jakiś starszy kolo. Po około 15 minutach w
moich rękach były trzy bilety prowadzące do lepszego świata.
*w samolocie*
-Tracę wiarę w ludzkość…-mruknęłam
-Czemu?-wypytywała Mols
-W gaciach i walizce mam kilka woreczków prochów, a oni tego
nie zauważyli.-szepnęłam i zachichotałam razem z Cass, natomiast Mols miała
przerażoną minę.
-Co?!-pisnęła. Jak ja tego nienawidzę.
-Właśnie to. W Nowym Jorku trochę zarobię… Znowu.
-Effy!-jęknął ktoś. Molly.- Nie lepiej po prostu zatrudnić
się w kawiarni czy coś?
-Nie… W kawiarni tyle nie zarobię, a teraz przepraszam, ale
idę spać. Papa!
Wyciągnęłam z mojej torby słuchawki i puściłam piosenkę
Chris’a Brown’a –Fine China. Po chwili zapadłam w głęboki sen.
*
-Effy, Effy!-usłyszałam irytujący głos Cassie.
-Cooo?-wyjąkałam ledwo przytomna.
-Wstawaj! Zaraz lądujemy!-wtrąciła Mols
-Oh, już…-podniosłam się i popatrzyłam w górę. Kontrolka
mówiąca o potrzebie zapięcia pasów zaświeciła się, więc zrobiłam to.
Po jakiś 20 minutach byliśmy na płycie lotniska cholernie
oświetlonego Nowego Jorku. Po wyjściu z samolotu, odebraniu walizek wyszłyśmy
przed ogromny budynek.
-Cholera!-wydarła się Molly i przytuliła mnie-Dziękuję Effy!
Dziękuję, dziękuję,dziękuję!
-Tak, tak Mols. Nie podniecaj się!-wcięła się Cassie-Tylko
co teraz.
-Teraz jedziemy do najbliższego Starbucks’a.-powiedziałam
podchodząc do najbliższej zatrzymującej się taxówki.
*
-Mmm…-jęknęła z rozkoszy Cassie-Kocham Caffè Latte.
-Tak, ja też.-powiedziała Molly i zanim zdążyłam coś wtrącić
znów zaczęła mówić- No wieć… Effy?
-Och, no tak! Teraz jedziemy do klubu…
-Co?-zapytały obie.
-No tak. Podnosić dupy i idziemy.- puściłam im oczko i
zaczęłam się podnosić…
------------------------
Heeej! No i mamy pierwszy rozdział! Jak widać, chłopców jeszcze nie ma, ale pojawią się wkrótce! :) Rozdział... Pisany na szybko i nie sprawdzony...
I jak wrażenia? :)@Majunia3000
CZYTASZ=KOMENTUJESZ;*
------------------------
Heeej! No i mamy pierwszy rozdział! Jak widać, chłopców jeszcze nie ma, ale pojawią się wkrótce! :) Rozdział... Pisany na szybko i nie sprawdzony...
I jak wrażenia? :)
CZYTASZ=KOMENTUJESZ;*
Zajebiste :**
OdpowiedzUsuńAwww... ZAJEBISTEEE!;*
OdpowiedzUsuńCzekam na next :)
OdpowiedzUsuńZyrafkowe opowiadanie :**
OdpowiedzUsuńOla, Ola, Ola... xD
UsuńZajebiste
OdpowiedzUsuńKiedy następny? *.*
OdpowiedzUsuń