niedziela, 15 września 2013

Rozdział 1 "We going to New York!"


Effy P.O.V
-Wychodzę! -krzyknęłam
-Gdzie się wybierasz, młoda damo?!-usłyszałam krzyk mojej mamy
-Na imprezę.-mruknęłam podirytowna. Codziennie to samo.
-Nigdzie nie idziesz.- powiedziała ‘stanowczo’
-Bo…?
-Bo jestem twoją matką i dopóki żyjesz pod moim dachem to ja o tym decyduje.
-To może się wyprowadzę, hmm?- i nie czekając na odpowiedź, wyminęłam ją. Wbiegłam na górę, a w mojej głowie był już plan. Nie miałam zamiaru znów się z nią kłócić. Spakowałam kilka ciuchów do walizki, rzeczy jak laptop, ładowarka, kosmetyki, kartę kredytową i inne oszczędności, które swoją drogą były dość spore.
Napisałam sms-a d Cassie:
Do: Cass<3
Yo, stara! Mogłabym u Ciebie trochę ‘pomieszkać’? xx
Wzięłam plecak i tam również zapakowałam kilka rzeczy. Po chwili usłyszałam charakterystyczny dźwięk przychodzącej widomości.
Od: Cass<3
Yep! Ale co się stało?
Do: Cass<3
Powiem Ci później. Do zobaczenia!
Skończyłam pisać, schowałam telefon do kieszeni i bezgłośnie zeszłam na dół. Nie chciałam natknąć się na matkę. Od razu powiem, że nie wiem gdzie mój ojciec. Zostawił nas i mamę kiedy miałam 5 lat. Przynajmniej wspomaga nas finansowo….
Odganiając od siebie te myśli zaczęłam iść w stronę głównej drogi. Będąc na jej poboczu próbowałam złapać stopa, jednak nikt się nie zatrzymał. Siadłam na ‘chodniku’ i wyciągnęłam paczkę papierosów z kieszeni. Odpaliłam go i zaciągnęłam się, by po chwili wypuścić idealne kółeczka dymu i z zamkniętymi oczami delektować się smakiem. Po chwili jednak usłyszałam jak obok mnie zatrzymuje się auto, i usłyszałam męski głos. Natychmiast otworzyłam oczy.
-Podwieźć cię gdzieś, mała?-natychmiast podniosłam się i wywaliłam peta, przydeptując go.
-Mógłbyś?
-Jasne, wskakuj.- na tylne siedzenia wrzuciłam moją torbę i szybko wsiadłam do przodu.- Gdzie jedziemy?
-Obrzeża Calabasas, proszę. Poprowadzę. –powiedziałam i zaczęłam mówić mu gdzie ma jechać.
-Już się robi.- powiedział blondyn. W samochodzie panowała dość niezręczna cisza dopóki chłopak jej nie przerwał. Dzięki Ci Panie!- Dasz mi swój numer?
-Tak.-  wzięłam telefon, który wystawił w moją stronę i zapisałam numer pod nazwą ‘Eff<3’. Pokazałam mu to, bo w końcu tacy chłopcy jak on mają tysiące numerów jakiś dziewczyn. Co z tego, że nie znałam jego imienia…?! Reszta drogi przebiegła w ponownym milczeniu. Wysiadając obok domu rzuciłam ciche ‘dziękuje’ i wysiliłam się na uśmiech. Zgarnęłam walizkę i pukając weszłam do domu Cassie.
-Heeej suko!- w drzwiach pojawiła się brunetka, która po chwili przytuliła mne.
-Cześć…
-No to opowiadaj co się stało-mówiła wchodząc po schodach do góry.
-Matka.-mruknęłam cicho
-Znowu Effy?- jęknęła- O co tym razem?
-Jak myślisz? O imprezy, kurwa! Imprezy…
-To się zaczyna robić nudne!
-Wiem Cassie, ale mam pomysł!- uśmiechnęłam się
-Słucham…-mruknęła
-Jedziemy do Nowego Jorku!-krzyknęłam podtrzymując ją chwilę w niepewności
-Co?!- pisnęła-Jak to?!
-Zbieraj szmaty i jedziemy podbijać NY! Dzwonie do Molly.-powiedziałam szybko
-Nie jestem pewna, ale wierzę, że będzie dobrze.
-Jasne, że będzie!
Wybrałam numer Mols i czekałam aż odbierze.
-Heej Effy!-zaćwierkała
-Hej Mols, zbieraj szmaty, bierz wszystkie pieniądze jakie masz i spotykamy się za godzinę na lotnisku.
Co? Eff..-jęknęła- Co znowu wymyślasz?
-Ty, ja, Cass. Za godzinę. Lotnisko. Nie mów nikomu gdzie jedziesz, wymknij się czy coś. Jasne?- i nie czekając na jej odpowiedź zakończyłam połączenie.
                                                                              *
-Heeej Mols!-wydarłyśmy się z Cass.
-Uhh, cześć! A teraz mów! Co do cholery wymyśliłaś?! Cassie…Co jej odwaliło?
-Jedziemy do lepszego życia.-powiedziałam i wymijając dziewczyny podeszłam do okienka zapytać o bilety. Lalka siedząca za szybą powiedziała mi gdzie mamy się udać, więc tak zrobiłam. Dziewczyny ciągnęły się za mną. Molly obgryzała paznokcie, a Cassie nuciła coś pod nosem. Mówiąc skrótem: wszystko jest okej. Jesteśmy pojebane. W okienku, do którego pokierowała mnie lala, siedział jakiś starszy kolo. Po około 15 minutach w moich rękach były trzy bilety prowadzące do lepszego świata.
*w samolocie*
-Tracę wiarę w ludzkość…-mruknęłam
-Czemu?-wypytywała Mols
-W gaciach i walizce mam kilka woreczków prochów, a oni tego nie zauważyli.-szepnęłam i zachichotałam razem z Cass, natomiast Mols miała przerażoną minę.
-Co?!-pisnęła. Jak ja tego nienawidzę.
-Właśnie to. W Nowym Jorku trochę zarobię… Znowu.
-Effy!-jęknął ktoś. Molly.- Nie lepiej po prostu zatrudnić się w kawiarni czy coś?
-Nie… W kawiarni tyle nie zarobię, a teraz przepraszam, ale idę spać. Papa!
Wyciągnęłam z mojej torby słuchawki i puściłam piosenkę Chris’a Brown’a –Fine China. Po chwili zapadłam w głęboki sen.
                                                                              *
-Effy, Effy!-usłyszałam irytujący głos Cassie.
-Cooo?-wyjąkałam ledwo przytomna.
-Wstawaj! Zaraz lądujemy!-wtrąciła Mols
-Oh, już…-podniosłam się i popatrzyłam w górę. Kontrolka mówiąca o potrzebie zapięcia pasów zaświeciła się, więc zrobiłam to.
Po jakiś 20 minutach byliśmy na płycie lotniska cholernie oświetlonego Nowego Jorku. Po wyjściu z samolotu, odebraniu walizek wyszłyśmy przed ogromny budynek.
-Cholera!-wydarła się Molly i przytuliła mnie-Dziękuję Effy! Dziękuję, dziękuję,dziękuję!
-Tak, tak Mols. Nie podniecaj się!-wcięła się Cassie-Tylko co teraz.
-Teraz jedziemy do najbliższego Starbucks’a.-powiedziałam podchodząc do najbliższej zatrzymującej się taxówki.
                                                                               *
-Mmm…-jęknęła z rozkoszy Cassie-Kocham Caffè Latte.
-Tak, ja też.-powiedziała Molly i zanim zdążyłam coś wtrącić znów zaczęła mówić- No wieć… Effy?
-Och, no tak! Teraz jedziemy do klubu…
-Co?-zapytały obie.
-No tak. Podnosić dupy i idziemy.- puściłam im oczko i zaczęłam się podnosić…


------------------------
Heeej! No i mamy pierwszy rozdział! Jak widać, chłopców jeszcze nie ma, ale pojawią się wkrótce! :) Rozdział... Pisany na szybko i nie sprawdzony...
I jak wrażenia? :) @Majunia3000

CZYTASZ=KOMENTUJESZ;*

7 komentarzy: